#czytambolubie czyli jak ksiązki ratują mi codzienność

Śledzicie nasze media społecznościowe? Hasztag #czytambolubie ostatnio dość często gości w naszych postach. Niedawno opublikowałam nasze zdjęcie z komentarzem, że jesteśmy gotowi na zimę. Kocyk, herbatka i książka to to, czego potrzebuję na jesienne, chłodne wieczory. Okej, okej. W wersji bez dziecka pewnie byłby to Netflix, ale cóż. Z synem odkrywam dawne aktywności na nowo. Dlaczego wybieram książki zamiast grająco-śpiewających zabawek?

Czytanie z dzieckiem

Książeczka self-made autorstwa cioci Marcela

Mam dopiero roczne doświadczenie z bycia matką, ale już teraz widzę, że dziecka się nie da oszukać. Chodzi tu zarówno o czytanie, ale też o jedzenie, formy spędzania czasu wolnego czy sposób wypowiedzi. Dziecko zdecydowanie jest zwierciadłem swoich rodziców. Dlatego, jeśli bobo nie widziało nigdy rodzica z książką w ręku, nie oczekujcie, że nagle będzie to jego atrybut 😀 Dzieci uczą się przez naśladowanie, tak już jest. Oczywiście w żadną stronę nie jest to pewne! Matka czy tato z książką (zamiast smartfona) w ręku też nie daje 100% pewności sukcesu (damn it.) Gdy Marcel był maleńki czytałam przy nim na głos książkę o rodzicielstwie bliskości. Myślę, że cała moja rodzina na tym skorzystała, bo i TechTata coś tam zapamiętał 🙂 Później, kiedy był już starszy, zostawiłam jedną książkę u niego w pokoju i kiedy on włącza tryb zabawy samodzielnej, ja relaksuje się w swój sposób.

Czytanie na dobranoc

Dobry pretekst do poleżenia na brzuszku 🙂

Tutaj muszę się pożalić. Miałam w mojej głowie taki zamysł, że kładę syneczka do łóżeczka, sama siadam na fotelu i czytam mu na dobranoc, a on spokojnie słucha opowieści i idzie spać. Kicha, zupełnie nie wyszło. Próbuję co jakiś cza. Jak na razie zdarzyło się tak tylko raz, że ja czytałam książeczkę na głos, a on usnął na moich kolanach. Trzymam się tego, że udało się raz to i uda się następny. Marcel po prostu nie jest na to gotowy (ani ja, chyba).

Czytam dla dziecka

Czytanie w krótkiej „trasie”.

Nie ma co się oszukiwać. Dla maleństw czytanie książek, to nie to samo co dla starszych. Na początku jest to przede wszystkim budowanie i wzmacnianie więzi rodzica z dzieckiem. Chodzi głównie o wspólne spędzanie czasu. Od zawsze zdecydowanie wolałam sięgnąć po książeczkę (nawet kontrastową), niż kolejny raz słuchać tej samej (irytującej) melodyjki. Dlaczego? Oprócz tego, że przeczytałam gdzieś, że „współczesne” zabawki angażują zbyt wiele zmysłów i układ nerwowy dziecka może być przeciążony po całym dniu grająco-błyskających zabawek, to po prostu #czytambolubie. Nawet ja, sięgając po daną dziecięcą pozycje za każdym razem dostrzegam coś innego. Można powiedzieć, że tutaj ogranicza nas tylko wyobraźnia. Dopiero teraz, kiedy Marcel jest starszy, dochodzą do mnie kolejne plusy czytania dla dziecka. Dziecko poprawia koordynację wzrokowo-ruchową (tu jest autko, a gdzie jest lala?). Uczy się podstawowej wiedzy o świecie (łatwiej pokazać żabę na obrazku niż polować na jedną przy stawie) i wspomaga naukę myślenia przyczynowo-skutkowego (w dużym uproszczeniu – na niebie księżyc, jest ciemno, Pucio idzie spać – Pucio to bohater książeczek dla najmłodszych). Tak, sorry. Te górnolotne określenia znalazłam w internecie, ale najlepiej opisują to, co ja zaobserwowałam.

Czytanie w długiej trasie.

Powiem więcej. Jechaliśmy ostatnio nad morze i książeczka uratowała nam podróż. Czytałam fragment, a potem pokazywałam Marcelowi i pytałam co gdzie jest. Słowo „auto” zna już od jakiegoś czasu, teraz doszło do tego pokazywanie w grupie innych obrazków. Takie małe coś, a cieszy. Dzięki temu podróż minęła nam bardzo przyjemnie, a przede wszystkim szybko 😀 Oczywiście to rozwiązanie nie jest dla osób z chorobą lokomocyjną (nawet słabą).

Rozwój mowy

Podobno, przez słuchanie intonacji i melodii języka podczas czytania, wspomaga się naukę mówienia u dzieci. Coś w tym musi być, ponieważ niewiele jest osób, które rozmawiając, zwracają uwagę jak mówią. Czy wystarczająco wolno i wyraźnie, do tego poprawnie akcentując. W jednym z artykułów, które przeczytałam na ten temat, zwracają uwagę na to, że dzięki czytaniu dzieci mają szansę poznać słowa, których na codzień się nie używa. Proszę mi się przyznać. Kto wiedziałby co to jest wrzeciono, gdyby nie historyjka o biednej śpiącej królewnie? Link do całego artykułu tutaj [klik]. Oczywiście (chyba jak ze wszystkim), nie ma pewności, że jeśli będziesz z zapałem czytać bobasowi książki, odpowiadać pełnymi zdaniami na każde jego gu-gu to wyrośnie z niego krasomówca.

Czytanie przez dziecko

Nie wiem czy Marcel otrzymał to w genach, ale nasz syn może spędzić duużo czasu na przeglądaniu domowej biblioteczki. Za 18 lat na jego social mediach też szukajcie #czytambolubie ;D Co prawda, jeszcze nie czyta (pracuję nad tym 😀 ), a bardziej przegląda kolejne strony. Zauważyłam jednak, że jeśli jakaś bardziej go zainteresuje to dokładniej analizuje co w niej jest. Jeśli akurat trafimy na te, które lubi bardziej, to nawet coś opowiada. Mam nadzieję, że nie minie mu to przejęcie przy opowiadaniu co jest na obrazku do matury 😀 . Przez to, że w kółko „czytamy” te same książeczki Marcel bierze coraz aktywniejszy udział w ich czytaniu. Wie kiedy zrobić „BAM, BAM”, a kiedy „BRAWO”. Być może wyjdę na matkę-wariatkę, ale cieszę się wtedy nie mniej niż on. Zawsze staram się, w miarę możliwości, zadawać mu pytania. Próbuję skupiać jego uwagę, ale na razie nie idzie nam wzorcowo. Ale czego oczekiwać 😀 Marcel ma dopiero 19 miesięcy (dla nie-matek: rok i 7 miesięcy)!

Słyszałam od innych matek, że jest wiele dzieci, które nie są za bardzo zainteresowane książeczkami. Znam chłopczyka, który biegał wiele miesięcy przed naszym synem, ale nie potrafi skupić się na książce. Nikt go zmuszać nie powinien. Na szczęście Marcel podziela zamiłowanie po rodzicach. #czytambolubie będzie pewnie jeszcze nie raz pojawiał się na naszym story. Na zakończenie chciałabym tylko dodać, żeby nikt mnie źle nie zrozumiał. Nie mówię, że te grająco-błyskające zabawki są złe i należy je spalić na stosie. Uważam, że jak ze wszystkim, trzeba ilość zabawy nimi dostosować do wieku bobasa. Z książeczką dziecko też nie spędzi całego dnia ;D

A jak u Waszych dzieci? Team #czytambolubie czy raczej #książkisąfuj?
Chętnie poczytam Waszych opowieści w komentarzach 🙂

Tech Mamahttps://techrodzinka.pl
Mama z TechRodzinka.pl. Jej hasło to "nie ciężko, a mądrze". Jest więc fanką technologii ułatwiającej życie. Prywatnie mgr inż. i świeżo upieczona mama, która ma ambicję odpowiadać pełnymi zdaniami na pytanie "a to nie nudzisz się na tym macierzyńskim?"