Niemowlak na plaży? Super pomysł! Jest jednak kilka „ale”…

Nie wiem jak Wy, ale ja przed pierwszym wypadem na plażę z Marcelem długo zastanawiałem się, czy jest już gotowy oraz jak się przygotować. Teraz, gdy mamy za sobą już kilka plażowań mogę powiedzieć, że plaża to świetne miejsce dla bobasa. Warto jednak pamiętać o kilku kwestiach.

Bobas lubi piasek

Tak. I to tak bardzo, że aż trudno sobie wyobrazić. Szczególnie, że pierwsze kontakty z piaskiem były mocno stonowane – Marcel powoli się przełamywał. Jednak gdy już poznał, że to coś pod nim, co się tak śmiesznie przesypuje przez palce i łaskocze w stopy, nie gryzie, to zaczęła się zabawa. Od razu dodam, że poza zabawą od razu zaczyna się próbowanie piasku, więc warto monitorować sytuację – wszak różne żyjątka mogą się trafić, a tego dziecku dawać nie chcemy.

Co zabrać na plażę?

No i tutaj zależy, jak dużo macie rąk, sił oraz jak duży jest Wasz wózek. Z elementów „plażowych” zawsze zabieramy ze sobą duży koc, namiot z decathlonu, który chroni przed wiatrem i słońcem oraz zabawki (wiaderko, łopatka, grabki, foremki). Parawan sobie odpuściliśmy, podobnie jak parasol – od tego mamy szybko rozkładalny namiot (swoją drogą, super sprawa – my mamy ten z Decathlonu).

Do tego oczywiście przekąski (dla nas i Marcela), o których więcej napisze Martyna przy innej okazji. Poza tym dużo picia, pieluchy (także w wersji do kąpieli) oraz balsamy przeciwsłoneczne – dla nas normalne, a dla Marcela SPF 50 od Emolium (sprawdzony, daje radę). Bobasa dodatkowo smarujemy jeszcze przed samym wyjściem.

Słońce i wiatr to najwięksi wrogowie

Jeśli uważasz, że Twoja „spieczona” skóra to problem, to mam dla Was złą wiadomość: skóra niemowlaka jest znacznie bardziej delikatna. Bardzo delikatna, żeby być dokładniejszym. Na tyle, że gdy poszliśmy raz na plażę w pochmurny i mglisty dzień, to Marcelowi i tak udało się złapać lekki kolorek (na szczęście nie czerwony). Jeśli dodamy do tego suchy wiatr w gorące popołudnia, to katastrofa murowana. I to nawet nie mówię o jakichś drastycznych chorobach skórnych, ale o dyskomforcie podczas spania – a jak wiadomo problemy ze snem u bobasa, to problemy ze snem u rodziców.

bobas na trawie
„Trawa kłuje”

Z tego też powodu na plażę warto wybrać się bardzo wcześnie, żeby przed mocnym słońcem można było już wrócić do domu. A potem, gdy słońce już zacznie chylić się ku zachodowi, ponownie odwiedzić piaszczyste połacie. Dziecku pora dnia nie zrobi różnicy – piasek będzie, rodzice będą, więc wszystko w porządku. Są też inne plusy – gdy Ty idziesz na plażę, to jeszcze praktycznie nikogo na niej nie ma i możesz wybrać miejsce wypoczynku 🙂

Jak z kąpielą?

Jak to jak. Nijak. Przynajmniej na początku. Marcel jak zobaczył ogrom morza i ruszającą się wodę, to nie chciał nawet zejść na piasek w pobliżu. Dopiero drugiego dnia pozwolił zmoczyć sobie stópki, a trzeciego bardziej się pochlapać. Może gdybyśmy byli dłużej, to udałoby się z nim wejść do morza, ale cóż… nie w tym roku.

Inaczej natomiast sprawa wyglądała już w przypadku wyjazdu nad zalew. W tym przypadku już pierwszego dnia Marcel (pomimo lekkich obaw) dał się już zmoczyć i posadzić przy brzegu. Potem już bez problemu wchodził z nami do wody, choć wciąż jeszcze z pewnymi obawami. Na rękach, przytulony, bez problemu dał się zanurzyć do pasa, a nawet chętnie chlapał wodą.

Marcel w wodzie
Odważna zabawa w wodzie

Szczyt możliwości natomiast udało się osiągnąć podczas odwiedzin u moich rodziców. W rozłożonym basenie po 2 dniach Marcel w końcu się rozkręcił i chętnie dawał się zanurzyć po szyję, a nawet włożyć do kółka i pływać z nami. Wtedy też niechętnie wychodził z basenu – dzieci naprawdę lubią wodę 😀

Jakie zabawki się sprawdzają?

Marcel jest miłośnikiem przesypywania i przekładania różnych rzeczy z miejsca na miejsce. Na plaży wiaderko z łopatką i foremkami sprawiało mu ogromną frajdę. Najwięcej zabawy jednak było wtedy, gdy do wiaderka nalaliśmy odrobinę wody i mógł sobie robić „błoto”. Wtedy ciężko było go odciągnąć od zabawy.

Jednak poza piaskowym standardem bierzemy ze sobą też jakieś zabawki domowe, którymi może pobawić się siedząc w namiociku lub na kocu, np. grzechotki lub samochodziki. Warto jednak uważać z rozmiarem, żeby „przypadkiem” nie zaginął w piaskowych odmętach, gdyby spadł z koca…

Tech Tata
Tato z TechRodzinka.pl. Ogromny gadżeciarz i fan nowych technologii. Prywatnie mąż Martyny i tato Marcela. Absolwent Politechniki Wrocławskiej (inż Informatyki, mgr Zarządzania).