Większy samochód to strzał w dziesiątkę!

Stało się. Prawie 4 miesiące po pojawieniu się Zuzi na świecie w końcu przesiedliśmy się do większego samochodu. I muszę przyznać, że to jedna z lepszych decyzji podjętych całkiem niedawno – komfort podróżowania zdecydowanie zmienił się na lepsze.

ŠKODA KODIAQ – nowy nabytek

Celowałem w samochód większy od Octavii, który nie będzie jakimś kolosem (Wrocław ma ograniczoną liczbę miejsc do parkowania), a którego cena nie będzie jeszcze wystrzelona jednocześnie w kosmos. Na oku miałem więc tak naprawdę 2-3 modele – Škodę KODIAQ, VW Tiguan Allspace oraz Toyotę Highlander – które spełniały w jakimś stopniu wymagania. Oczywiście, zmiana samochodu spowodowana była wyłącznie chęcią poprawy komfortu podróżowania, gdyby się uprzeć, to Octavia przecież nie jest takim najmniejszym autem. Ale pojawiła się możliwość przesiadki do czegoś większego, więc żal było nie skorzystać…

Miejsce na tylnej kanapie

To był element niezwykle ważny przy decyzji zmiany samochodu. Dwa foteliki z ISOFIXem zajmują naprawdę dużo miejsca. Na tyle dużo, że jazda na środku kogokolwiek nie należy do komfortowych (i chyba nie wiem, czy ktoś wytrzymałby w takim ścisku dłuższą podróż). Jednak szerokość kanapy to nie był jedyny problem poprzedniego samochodu.

Dużą rolę odgrywało też miejsce, które zajmuje fotelik obrócony tyłem względem fotela pasażera i kierowcy. Martyna siedząc przed Marcelem kolanami praktycznie dotykała deski rozdzielczej (a fotel miała dość pionowo). Taka ciasnota nie tylko nie jest zbyt wygodna, ale także nie należy do najbezpieczniejszych w razie jakiegokolwiek zderzenia.

Teraz sytuacja ma się całkowicie inaczej i to pomimo faktu, że tylne fotele są maksymalnie przesunięte do przodu, by zwiększyć miejsce w bagażniku. Od fotelika Marcela do fotela Martyny jest jeszcze kilka cm – tak samo jak od kolan Martyny do schowka. Dzięki temu jazda osoby na miejscu pasażera jest znacznie wygodniejsza, niż miało to miejsce w poprzednim samochodzie.

Bagażnik

Teoretycznie samochód nie jest znacznie większy, ale różnica w pojemności bagażnika jest zauważalna. Dużo zapewne możliwość przesunięcia tylnej kanapy do przodu. Dzięki temu bagażnik jest dłuższy o jakieś 10 cm. Obecnie bez większego trudu udaje się spakować do bagażnika wózek Zuzi (gondola), razem z hulajnogą elektryczną, bujaczkiem, rowerem Marcela i dziecięcymi rzeczami na drogę. Oczywiście wszystko pakowane tak, żeby nic nie wystawało ponad tylną kanapę (chociaż mam nadzieję, że znajdę gdzieś siatkę, którą będę mógł zamontować w samochodzie, by jeszcze więcej mogło wejść do samego bagażnika).

Na etapie, na którym jesteśmy 3-latek oraz 5-miesięczny bobas to bagażnik na krótsze wypady jest w sam raz. Na dłuższy wyjazd może jednak okazać się trochę ciasny, dlatego zdecydowaliśmy się także na zakup boxa dachowego, o którym więcej przeczytacie tutaj (chrzest bojowy podczas wyjazdu na wakacje nad morze). I tak, wiem, że kiedyś ludzie mieścili się do malucha i jechali 13 godzin nad morze. Ale tak samo jak kiedyś wychodek był na dworze, a teraz toalety mamy w domach, tak samo komfort jazdy może być lepszy 🙂

Multimedia i gadżety

Nie oszukując przyznam, że poza komfortem jazdy samochód dla mnie musi być trochę “gadżeciarski”. W świecie idealnym byłby w stanie całkowicie asekurować mnie w czasie jazdy (półautonomiczny), by w sytuacji zmęczenia nie stanowić dla nikogo zagrożenia (i jednocześnie nie przerywać jazdy do celu). Patrząc na rozwój motoryzacji to pieśń przyszłości, choć coraz mniej odległej…

Škoda KODIAQ w mojej wersji wyposażenia też daje radę naprawdę przyzwoicie, a gdy ktoś ogarnie jak “wpinać” się do auta, to po gwarancji będzie możliwość dodatkowego uruchomienia jeszcze kilku systemów wspomagania jazdy (hardware jest w samochodzie, tylko pakiety nie zostały wykupione). Podobnie jak w przypadku Octavii, tutaj także mam wirtualny kokpit oraz ten sam wyświetlacz do obsługi multimediów i systemów samochodu. Nie zabrakło też obsługi Android Auto / CarPlay, choć dużą zmianą jest działanie bezprzewodowe (wygodne, gdy jadę tylko do Lidla i bez sensu wyciągać telefon z kieszeni i podpinać przewód na 5 minut jazdy).

kokpit skoda kodiaq

Jeśli chodzi o funkcje dodatkowe, to matrycowe światła LED robią przeogromną robotę. I choć w poprzednim samochodzie miałem podgrzewaną szybę oraz kierownicę, to zdecydowanie warto było to poświęcić na rzecz tych świateł. Przyznam szczerze, że przez pierwsze 2-3 tygodnie nocnego jeżdżenia strasznie się tym ekscytowałem 😅. KODIAQ ma też adaptacyjny tempomat, co jest także wygodną sprawą (szczególnie w dłuższych podróżach), a także monitor zmęczenia kierowcy i wgrane mapy producenta (choć preferuję Mapy Google). Mam też zdalny dostęp do statystyk samochodu z poziomu aplikacji mobilnej (mogę nią także otworzyć auto oraz sprawdzić jego lokalizację).

A gdy już minie gwarancja i ktoś rozgryzie jak aktywować/deaktywować różne funkcje w poliftach, to w planach mam aktywację rozpoznawania znaków drogowych i asystenta utrzymującego pas ruchu. I od razu wyłączę Start/Stop, bo to strasznie irytujące rozwiązanie.

Większe auto – zdecydowanie na plus

Tak, gdyby ktoś mnie spytał, czy Škoda Octavia w kombi wystarczy czteroosobowej rodzinie, to mógłbym śmiało odpowiedzieć, że wystarczy. Na upartego nawet Scala czy Fabia dadzą radę. Tylko im mniejszy samochód, tym mniejszy komfort podróżowania. A na komforcie zależało nam najbardziej i mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że Škoda KODIAQ taki komfort zapewnia (a gdy dorzucimy do tego jeszcze box dachowy, to już w ogóle…).

Tech Tata
Tech Tata
Tato z TechRodzinka.pl. Ogromny gadżeciarz i fan nowych technologii. Prywatnie mąż Martyny i tato Marcela. Absolwent Politechniki Wrocławskiej (inż Informatyki, mgr Zarządzania).
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Komentarze w treści
Zobacz wszystkie komentarze
0
Ciekawi nas Twoje zdanie - skomentuj wpis!x