3 miesiące z bobasem – fakty i mity okiem mamy

Wyśpij się na zapas! Tak, tak.. Odpoczywaj póki możesz, bo potem to Ci bobas da popalić. Oglądasz serial? Nie przyzwyczajaj się za bardzo, bo jak się mały urodzi to nie będziesz miała nawet chwili na prysznic, a co dopiero na serial. Takie rady słyszałam przed porodem, ale na szczęście rzeczywistość okazała się wiele łagodniejsza 🙂

Brakujący czwarty trymestr

Szalona matka z (prawie) miesięcznym dzieckiem nawet deszczu się nie boi!

Wyczytałam gdzieś, że ciąża powinna trwać 4 trymestry, żeby dziecko było w pełni gotowe na przyjście na świat. Poród (stety albo i niestety) musi odbyć się wcześniej, żeby dziecko miało szansę przedostać się kanałami rodnymi. Przez to, że „brakuje” tych trzech miesięcy, podobno są one najtrudniejsze dla malucha, który musi się zaadaptować do nowych warunków. Na forach czytałam, że dziecko płacze często dlatego, że po prostu ma ból istnienia i trzeba się z tym pogodzić i po prostu zapewnić mu dużo miłości, bliskości i poczucia bezpieczeństwa.

Mój mózg ma taką cudowną umiejętność, że traumatyczne przeżycia wyrzuca z pamięci, więc z tych pierwszych trzech miesięcy naszego wspólnego życia pamiętam niewiele. Oczywiście żarcik 😉 Początki były trudne, ale głównie ze względu na zupełnie nowe okoliczności. Ja byłam niewyspana i wymęczona, mąż zestresowany, a dodatkowo nie do końca wiedzieliśmy jak się z dzieckiem obchodzić. Dodatkowo moja huśtawka hormonów spowodowała u mnie okropny nastrój i straszną wysypkę w pierwszych dniach wspólnej koegzystencji, więc naprawdę nie było łatwo.

Jedzenie

W mojej głowie pojawiły się miliony okropnych myśli, jak na przykład „a co będzie, jak się okaże, że syn ma na coś uczulenie?” Nie będę mogła jeść masła orzechowego albo pić kawy? CO TO BĘDZIE ZA ŻYCIE!?” Z orzechami wiąże się śmieszna anegdotka. Na początku przychodziło do nas wiele gości, zawsze starałam się położyć na stół coś słodkiego. Pewnego dnia było to Toffifee, po wyjściu gości trochę zostało, więc oczywiście zjadłam resztę tacki. Następnego dnia dokończyłam. Dopiero gdy przegryzłam ostatnie, zorientowałam się, że w środku jest orzech. A tak bardzo wystrzegałam się masła orzechowego! Nie oblizałam nawet łyżeczki jak robiłam mężowi owsiankę 😀 Gdyby małemu wyszła wysypka na pewno nie wpadłabym na to, że to przez orzechy. Na szczęście nic mu nie było, a ja po kolei prowadzałam następne produkty i teraz jem wszystko. Nawet kebaba! Uważam tylko, żeby sos nie skapnął synowi na główkę 😀

A sen?

Oj wiele roboczogodzin tak spędziliśmy. Nie żałuję ani chwili 😀

Pierwszym moim zaskoczeniem było, że dziecko wcale nie śpi tyle, co w internetach pokazują. Może owszem, niektóre tak. Ale nie nasz. Nie oznacza to, że nie spał wcale. Spał, ale głównie na rączkach. Zasypiał „przy bufecie” i jak tylko próbowałam go odłożyć to następował koniec drzemki. Nawet gdy bardzo chciałam spać, to nic z tego nie wychodziło. Po jakimś czasie postanowiłam wykorzystać czas, kiedy musiałam siedzieć w bezruchu na oglądanie seriali. Moja głowa miała jakąś odskocznie od szarej codzienności. W nocy Marcel spał od maleńkości naprawdę nieźle, albo moje hormony pomogły mi się z tym uporać.

Jeśli nie zasnął przy bufecie, usypialiśmy go na rękach. Musicie wiedzieć, że z różnych powodów postanowiliśmy ograniczyć użytkowanie smoczka do minimum, więc smoczuś jako uspokajacz nie wchodził w grę. W nocy budził się na początku tak co dwie godziny, a ja za każdym razem wstawałam do niego, brałam do drugiego pokoju i karmiąc zasypiałam. Po jakimś czasie zaczęłam odczuwać w szyi „ból matki karmiącej”, więc zaczęłam nastawiać minutnik na mibandzie, żeby mnie wybudził po 15 minutach jak mały zje. Odkładałam i szłam spać dalej (aż do kolejnego karmienia). Kiedy Marcel zaczął wydawać z siebie w nocy różne dźwięki, biedny Tato wcale nie mógł spać, a mnie to wcale nie przeszkadzało 😀

Najgorsza noc to ta, kiedy załapałam jelitówkę. Oszczędzę Wam szczegółów, ale zarówno noc i dzień była naprawdę ciężka. Nie życzę tego nawet najgorszemu wrogowi.

Rady dla nieopierzonej matki

Nigdy nie miałam czasu podziwiać jesieni. Dzięki synkowi uzależniłam się od spacerów.

Niewątpliwie najwięcej rad dostaliśmy od mamy męża, która ma ogromne doświadczenie z małymi dziećmi. Starałam się sama zdobywać informacje, ale przecież nikt by nie chciał testować wiedzy z internetu na swoim dziecku. Tak czy inaczej pierwszy miesiąc miną nam naprawdę bardzo szybko, każdy dzień to była nowość aż w końcu codzienna rutyna stała się naprawdę bardzo miła.

Początkowe spacery były spokojne, wreszcie miałam czas na podziwianie przyrody, ale kiedy już poznałam każdy listek zaczęło mi się nudzić. Syn bowiem należał do dzieci, które cały spacerek przesypiają (jeśli tylko są najedzone 🙂 ) Odkryłam więc podcasty i za każdym razem słucham jakiegoś nie mając już takiego poczucia wykorzystania czasu tylko na 50% (bo ile można wpatrywać się w śpiące dziecko).

Czytelnikom dam radę, która wydaje się oczywista, ale ja odkryłam to dopiero koło 2 miesiąca. Maleńkie dziecko trzeba usypiać! 😀 Syn często zasypiał przy bufecie, więc jeśli się tak nie stało uznawałam, że nie chce spać. Zupełnie nie pomyślałam o tym, że jednak przerwa 3h może być dla niego zbyt długa. Wkładałam go do bujaczka i gotowałam, a on patrzył na mnie i śledził każdy mój ruch. Dopiero później odkryłam, że kiedy mały stawał się niespokojny pewnie był po prostu senny, a nieopierzona matka nie wpadła na to, żeby go pobujać trochę do snu. Teraz, kiedy poznałam jego rytm spanie-zabawa-jedzenie jest o wiele, wiele łatwiej.

Mimo tego, że dalej jestem jak dziecko we mgle, to już nauczyłam się odczytywać niektóre sygnały mojego syna. Zaczyna mrugać jednym okiem albo w zwolnionym tempie? Jest senny! Co mogę powiedzieć innym? No stress, szybko minie! 😀 Do każdej sytuacji człowiek bardzo szybko się dostosowuje. No i w razie problemów na pewno w pobliżu Was jest ktoś, kto w gorszym momencie wyciągnie was z samonakręcania, bo przecież w internecie napisali, że jak dziecko skrzypi to na pewno ma straszną chorobę.

Pierwsze dni macierzyństwa nie należały do najłatwiejszych, ale obserwowanie jak mały się rozwija a potem pierwsze uśmiechy bombelka naprawdę wynagradzają każdy gorszy dzień.

Tech Mamahttps://techrodzinka.pl
Mama z TechRodzinka.pl. Jej hasło to "nie ciężko, a mądrze". Jest więc fanką technologii ułatwiającej życie. Prywatnie mgr inż. i świeżo upieczona mama, która ma ambicję odpowiadać pełnymi zdaniami na pytanie "a to nie nudzisz się na tym macierzyńskim?"