Łóżeczko dostawka czyli rozwiązanie dla rodziców śpiochów

Nie będę oszukiwać, że od zawsze każda minuta snu była dla mnie bardzo ważna. Malutkie dziecko to oczywiście nocne wstawanie, a jak się okazało później-pobudka rodziców przy każdym dziwnym dźwięku bobasa. Na szczęście dostaliśmy wskazówkę, że życie znacząco ułatwi nam dostawka. „Bierzesz za szmaty i do karmienia”. Zapraszam do recenzji łóżeczka dostawki, które sprawdza się u nas od pierwszych dni życia syna.

Własna przestrzeń do spania

Typowe M2, „duży pokój” robi za sypialnie rodziców. Rozkładana kanapa, która miejsca dla dwojga w rozmiarze XL ma a w sam raz. Dodatkowo jedna część twardsza, a druga miękka. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla dziecka? Mąż wylatuje do innego pokoju? Bardzo chciałam tego uniknąć, a w pierwszych miesiącach życia było dla mnie ważne, żeby mieć na dziecko oko. Łóżeczko dostawka okazało się idealnym rozwiązaniem.

Mały jest blisko nas, a ma swoją przestrzeń do spania. Ja nie śpię „jak na szpilkach” bojąc się, że go zgniotę, a mogę w każdej chwili nadsłuchiwać czy wszystko dobrze. Kiedy Marcel zaczął wydawać z siebie dziwne dźwięki nasza aktywność (właściwie męża, bo on był na nie wrażliwszy) ograniczała się do tego, że wychylił głowę i rzucił okiem na bobasa.

Budżetowa wersja, ale spełnia swoją funkcję

Nasze łóżeczko to dość budżetowa wersja, ma niewiele udogodnień. Po 3 miesiącach użytkowania oczywiście dostrzegam kilka minusów, ale ogólnie zdecydowanie polecam takie rozwiązanie. Posiadamy model Lionelo Theo.

Ulewanie

Pierwsza noc w szpitalu z Marcelem należała do chyba najbardziej stresujących nocy w moim życiu. Dlaczego? Ponieważ okropnie bałam się, że syn będzie ulewał i jeśli źle go odłożę może stać się jakaś tragedia. Mimo tego, że byłam wykończona, zasnęłam dopiero gdy pielęgniarka wzięła go na jakieś badanie i w (mojej głowie) bezpiecznie odłożyła. To „łóżeczko” szpitalne miało taką możliwość, że dało się je pochylić. W mojej głowie powstał więc obraz, że tak jest najbezpieczniej.

Na szczęście, kiedy przyjechaliśmy do domu nasza dostawka też miała taką możliwości i już jako doświadczona, czterodniowa Mama mogłam spać spokojnie całą noc (he he). No dobra, lepsze określenie to „spokojniej”.

Inne udogodnienia

Łóżeczko ma ruchomą ściankę na zamek błyskawiczny. Na początku spaliśmy z zupełnie opuszczoną, teraz dojrzeliśmy już do tego, że podnieśliśmy ściankę, ale łóżeczko jest dalej koło naszego łóżka. Kolejny etap to łóżeczko w tym samym pokoju, ale kawałek od rodziców, a potem to się zobaczy. Może inny pokój, ale nie wiem czy będziemy na tyle odważni 😀 Łóżeczko podpina się do łóżka rodziców specjalnymi pasami, które u nas są zamontowane na stałe (nie trzeba ich zabierać, gdy przechodzą goście i składamy kanapę).

Ścianka, która jest opuszczana ma pół siatki, a pół wzmacnianej ścianki (przeciwległa jest cała z siatki). Odpina się tylko tą część z siatką. Na początku mąż uznał to za minus, ja nie miałam zdania. Rzeczywistość jednak pokazała nam zmyślność takiego rozwiązania. Marcel bardzo szybko zaczął próbować kołysać się na boki, a lekkie pochylenie nieco mu to ułatwiało. Bardzo często lądował nosem w tej wzmacnianej części. Gdyby nie ten „stoper” w postaci wzmacnianego fragmentu to z pewnością wturlałby się do naszego łóżka, a to mogłoby się skończyć przynajmniej moim strachem (śpię bliżej).

Inwencja zmęczonych rodziców

Przez 9 miesięcy dziecko było kołysane, więc wszelkiego rodzaju bujanie pomaga mu się uspokoić. Dzięki budowie łóżeczka można nim delikatnie bujać. Nie jest to funkcjonalność jaką przewidział producent, ale inwencja własna, bo wykorzystuje fakt, że ścianki są z materiału. Nie zawsze działa to na syna tak jakbyśmy chcieli, ale za każdym razem warto spróbować!

Malutka zaleta to też małe wymiary po spakowaniu. Jeśli ktoś nie ma zagospodarowanego mieszkania co do centymetra to na pewno gdzieś je wciśnie aby przeczekało na kolejne dziecko lub na szczęśliwego kolejnego nabywcę. Inną malutką zaletą (dlatego w jednym akapicie) jest funkcjonalność kojca. Marcel jest jednak jeszcze sporo za mały żebyśmy testowali to rozwiązanie.

Zarzuty

Mogłoby być tańsze! W sumie wszystko mogłoby 😛 Mój egzemplarz i tak jest jednym z tańszych, wiec jest to podstawowa wersja. W droższych modelach można używać więcej udogodnień, których tutaj brakuje dlatego wymieniam je w zarzutach. Muszę jednak zaznaczyć, że drugi raz także wybrałabym tańszą wersję, bo szkoda byłoby mi tyle pieniędzy.

Nie żałuję, że nie kupiliśmy droższego modelu

Brak możliwości bujania. Pisałam o naszym sposobie na bujania. Przeglądając wersje za ponad 1000zł zobaczyłam, że tamte wyposażone są w mechanizmy automatycznego bujania (oczywiście nie wszystkie). U nas działa automatyczna stopa osoby która leży na łóżku obok. Słaby zakres regulowania wysokości. U nas akurat łóżeczko jest na idealnym poziomie na najwyższej wysokości. Jestem przekonana, że w przypadku wyższych łóżek dziecko byłoby poniżej. Nie jest to znaczący minus (przynajmniej dla części z Was), jednak musiałam o nim wspomnieć 🙂

Większe wykroczenia

Nieskrętne kółka i w dodatku tylko dwa. To jedna z dwóch rzeczy które najbardziej mnie denerwują. Od kiedy podnieśliśmy ściankę łóżeczko bardzo często ląduje pod komodą. Przeciąganie go nie jest jakąś super trudną albo super ciężką sprawą (jest lżejsze niż drewniane) ale jednak wymaga użycia trochę siły i jest średnio poręczne. Dodatkowo za każdym razem mam wrażenie, że rysuję podłogę (to tylko moje złudzenie – sprawdzałam). Drugim ogromnym minusem są wystające nóżki. Serio. Jak będziecie kupować swoje modele zwróćcie na to szczególną uwagę. Nasze łóżko stoi pod ścianą, z jednej strony jest ściana, a z drugiej strony stół. Dostawka stoi więc praktycznie na środku pokoju, a na przejście nie zostaje zbyt wiele miejsca. Praktycznie każdy, kto nas odwiedził przynajmniej raz zahaczył nogami o nogę łóżeczka (łącznie z nami) . Nikt na szczęście się nie wywalił, ale w kilku przypadkach było blisko. W profesjonalnej grafice obok zaznaczyłam o co mi chodzi.

Ograniczony czas użytkowania

Łóżeczko dostawka przeznaczone jest dla dzieci do około 6 miesiąca życia. A konkretniej do momentu aż powstanie zagrożenie, że dziecko z łóżeczka po prostu wyleci. Dziecko, które zaczyna podnosić tyłek może zostać przeważone i wylądować na podłodze. Możliwość regulacji wysokości ścianek to przewaga łóżeczka drewnianego. Można co prawda skorzystać z funkcjonalności kojca, ale nie schylanie się tak głęboko nie jest najlepszym ani najzdrowszym pomysłem.

Pomimo uwag oczywiście polecam takie rozwiązanie wszystkim świeżo upieczonym rodzicom, nie tylko śpiochom 😀 Jeśli macie jakieś pytania, to zachęcam!

Tech Mamahttps://techrodzinka.pl
Mama z TechRodzinka.pl. Jej hasło to "nie ciężko, a mądrze". Jest więc fanką technologii ułatwiającej życie. Prywatnie mgr inż. i świeżo upieczona mama, która ma ambicję odpowiadać pełnymi zdaniami na pytanie "a to nie nudzisz się na tym macierzyńskim?"