Nowy samochód to masa dylematów

O tym, że Marcel „jest w drodze” dowiedziałem się na początku grudnia 2018 roku. Choć o większym, a przede wszystkim nowym myślałem już kilka miesięcy wcześniej, to informacja ta znacznie przyspieszyła proces decyzyjny. Oczywiście do ostatecznego rozwiązania było jeszcze trochę czasu, jednak wybór nowego auta do łatwych nie należał. Ostatecznie zakupiona została Škoda Octavia w wariancie kombi i po prawie 3 miesiącach od zakupu mogę powiedzieć, że to był bardzo dobry wybór…

Zmiana auta musi być przemyślana

Kupno nowego samochodu w mojej sytuacji nie polegało na wybraniu tego, co najbardziej mi się spodobało i robiłoby najlepsze wrażenie w czasie jazdy. Auto musiało być dopasowane do wymagań, które pojawić się miały wraz z przyjściem Marcela na świat, a które dyskwalifikowały niektóre samochody, którymi wiele osób chciałoby jeździć. Oczywiście są elementy samochodu, które niezależnie od sytuacji życiowej muszę mieć, ale są one już raczej standardowym elementem wyposażenia nowych pojazdów.

Duży bagażnik to podstawa

Ja wiem, że 20 czy 30 lat temu nasi rodzice bez problemu pakowali się w 5 osób, z czego dwójka była w wieku poniżej 2 lat, do Malucha lub Syreny i jechali nad morze lub w góry, a przy tym nikt nie narzekał na mało miejsca. To było jednak dawno i tamte czasy już raczej nie wrócą (a przynajmniej nie zapowiada się, by tak miało być). Ja wolę podróżować komfortowo (na ile to jest możliwe), czyli nie siedzieć skulonym za kierownicą, bo auto zapakowane jest po dach…

Tak wygląda bagażnik po powrocie z weekendu u moich rodziców

Z tego też powodu od razu skierowałem wzrok na pojazdy w kombi lub większe crossovery. Przez pewną chwilę nawet miałem w głowie liftbacki, ze względu na to, że bazowa ich cena była niższa niż tego samego w kombi, ale później skupiłem się na tych dwóch. Ostatecznie jednak padło na auto w kombi i powiem szczerze, że jestem z tego faktu zadowolony. W chwili obecnej w bagażniku mam zawsze złożony stelaż i gondolę od wózka, tak na szybkie, niespodziewane wypady, a jednocześnie jeszcze połowa bagażnika jest wolna.

ISOFIX ułatwia życie

Moim pierwszym, a zarazem poprzednim samochodem było BMW E46. Auto nie pierwszej młodości, więc nie spodziewałem się, że jest wyposażone w ISOFIX (a było!), szczególnie, że większość pojazdów wyprodukowanych w okolicy 2000 roku takowych nie miało. Z tego też powodu wiedziałem, że kolejne auto musi takowy system posiadać, przynajmniej na tylnej kanapie. Niestety montaż fotelika na pasy był na tyle niewygodny, że niestety nie udawało mi się nigdy zamontować/rozmontować go na tyle szybko, by dziecko nie zaczęło się irytować.

Oczywiście foteliki z bazą ISOFIX są znacznie droższe (baza zwykle dodaje do ceny fotelika drugie tyle, ile kosztuje sam fotelik), ale komfort użytkowania jest o niebo lepszy. Szczególnie, że bazę wpinam raz, a potem tylko podłączam lub odłączam fotelik, co w sumie zajmuje nie więcej niż 2-3 sekundy. Marcel najczęściej nie zdąża nawet zwrócić uwagi na to, że auto się zatrzymało (a lubi jeździć, jednak o tym napiszę w innym wpisie), więc zanim się obudzi, to już niosę fotelik, co dalej go buja…

Android Auto/CarPlay i Bluetooth (opcja)

Niezależnie od tego, czy kupujecie samochód ze względu na powiększenie rodziny, czy też po prostu nadszedł czas na zmiany, polecam wybranie takiego modelu, który ma już w standardzie komputer z Android Auto (nie mylić z tabletem z Androidem). Rozwiązanie znacznie wygodniejsze od użytkowania smartfona, przede wszystkim ze względu na dostosowanie wyglądu aplikacji do realiów kierowcy – duże ikony, mniejsza ilość przycisków oraz możliwość sterowania głosem. Dodatkowo umożliwia odtwarzanie otrzymywanych wiadomości z aplikacji takich jak Messenger i WhatsApp, jednak nie można na nie odpisać ani odpowiedzieć. Minusem niestety jest to, że Android Auto musimy zainstalować na telefonie z pliku .apk, gdyż wciąż nie jest oficjalnie dostępne w Polsce (mimo, że wszystko działa i jest w języku polskim).

Do tego wszystkiego oczywiście moduł Bluetooth, by prowadzić rozmowy bez konieczności dotykania telefonu, ale to już raczej dostępne jest w każdym pojeździe na rynku – nawet w tych z niższych segmentów cenowych. Wygodnym i przydatnym rozwiązaniem jest także wzmacniacz sygnału GSM, jeśli dysponujecie wyższą kwotą na samochód i możecie sobie pozwolić na taki dodatek.

Czujniki parkowania to must have!

Powiększenie rodziny oznacza, że potrzebne będzie większy samochód. Większy samochód natomiast oznacza często większe trudności ze znalezieniem odpowiedniego miejsca do parkowania jak i z samym parkowaniem. I tutaj właśnie zbawienne okazują się czujniki parkowania, które znacznie ułatwiają całą czynność. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłaby kamera 360 (ah jak zazdroszczę znajomemu, który to ma), jednak to podnosi cenę auta o dodatkowe 2-3 tysiące złotych.

Mieszkając we Wrocławiu mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że bez czujników musiałbym często prosić Martynę o to, by pomagała mi w manewrowaniu podczas parkowania równoległego na dość ciasnych miejscach. Szczególnie jeśli wybieramy się na spacer po rynku lub jego okolicach, gdzie walka o każdy milimetr wolnego miejsca trwa przez całą dobę…

A możliwości jest jeszcze więcej…

Dysponując odpowiednim budżetem można jeszcze poprawić pewne kwestie. Warto pomyśleć o przyciemnieniu tylnych szyb, by słońce nie raziło pasażerów tak mocno i auto nie nagrzewało się aż tak bardzo. Przyjemnym gadżetem (ze słyszenia, bo choć mam w samochodzie, to jeszcze nie używałem, ze względu na porę roku) jest także podgrzewanie przedniej szyby, a także podgrzewana kierownica. Każdy kto ma to w swoim aucie bardzo sobie chwali oba te dodatki i stwierdza, że naprawdę upraszczają drogę do pracy w zimowe poranki. Miłym, choć drogim dodatkiem jest też automatyczne otwieranie i zamykanie klapy bagażnika, w które będę celował przy następcy mojego samochodu, ale to jest na razie odległa przyszłość…

A na co Wy zwracacie uwagę w przypadku zakupu samochodu?
Jakie dodatki i funkcje uważacie za niezbędne w przypadku samochodu rodzinnego?

Tech Tata
Tato z TechRodzinka.pl. Ogromny gadżeciarz i fan nowych technologii. Prywatnie mąż Martyny i tato Marcela. Absolwent Politechniki Wrocławskiej (inż Informatyki, mgr Zarządzania).