Dłuższa podróż z niemowlakiem? Można, ale polecam się przygotować!

Gdy piszę ten tekst, nasza rodzina ma za sobą już dziesiątki wycieczek do moich rodziców (około 60 km), a także pierwszy naprawdę długą i wymagającą podróż nad morze. Postanowiłem więc podzielić się moimi spostrzeżeniami na ten temat i kilkoma poradami, jak przygotować się do trasy, by wszyscy (a najbardziej niemowlak) znieśli ją jak najlepiej!

Może wyjść dobrze, ale nie musi…

Jadąc nad morze celowaliśmy w wyjazd wieczorem, po wykąpaniu Marcela. Tak, żeby zasnął sobie w samochodzie nie na drzemkę, ale na normalne, nocne spanko. No i powiem szczerze, że wyszło to naprawde nieźle – trasa z Wrocławia do Władysławowa zajęła nam około 6 godzin, a Marcel obudził się w zasadzie tylko raz, na światłach (czerwone światło to zmora bobasów w samochodze) w Bydgoszczy około 22.30. Był więc czas na nocne karmionko i przebranie pampersa, a także przekąskę dla rodziców i posiedzenie z Marcelem na przednim siedzeniu. Ale to była noc. W dzień było trochę gorzej…

Wracając do Wrocławia wyruszyliśmy rano, około 8, by w drodze trafić na pierwszą drzemkę Marcela (około 9-10). I tutaj było nieźle przez pierwsze 4 godziny – pobawił się z Martyną i strzelił sobie dobrą, 2-godzinną drzemkę. Ale potem zaczęło być nudno. Skończyło się to więc około godzinnym postojem i zwiedzaniem parkingu. Ostatecznie powrót zajął nam około 2 godziny więcej, niż droga „do”, co i tak uważam, za niezły czas.

Pakowanie w drogę to wyczyn

Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze wolę mieć swoje rzeczy w podróży. Wiem, że na miejscu można sporo sprzętu wypożyczyć (wózek) lub też często jest dostępny bezpłatnie w miejscu, które wybierzemy na nocleg (np. łóżeczko, zabawki), ale jednak. Z tego też powodu nasz samochód, podczas 4-dniowego wypadu nad morze wyglądał tak, jakby 4-osobowa rodzina jechała na 2 tygodnie urlopu gdzieś naprawdę daleko. I właśnie dlatego uważam, że samochód kombi, to prawdziwy „must have” przy bobasie (a przy dwójce, to już w ogóle).

Poza „standardami”, takimi jak nasze ubrania i zabawki Marcela, w bagażniku znalazł się także wózek (który zajął prawie połowę miejsca), a także łóżeczko podróżne. I w zasadzie te 2 elementy podróżują z nami wszędzie, gdzie jedziemy na dłużej niż dzień (nie licząc wycieczki do rodziców, bo tam jest inny wózek i łóżeczko). Oczywiście, wożenia łóżeczka można byłoby uniknąć, gdybyśmy spali z Marcelem w jednym łóżku, ale tego staramy się unikać 🙂 Do tego można jeszcze dodatkowo zabrać wanienkę, jednak ze względu na wiek bobasa, odpuściłem sobie to i myłem go pod prysznicem. Myślę jednak, żeby sprawdzić sobie taką wannę „składaną”, ale to przyszłościowo 😉

Bez tego nawet nie ruszaj!

Tutaj bardzo dużo zależy od dziecka, ale w przypadku Marcela, podstawowym zestawem podróżnym jest kilka książeczek, których strony łatwo się przewracają. Do tego jakieś małe zabawki i duuuużo samozaparcia ze strony mamy, która siedzi obok niego (a także odporności na jazdę bez patrzenia przed siebie). Do tego warto mieć pod ręką jakieś piciu i przekąskę, tak w razie ostateczności, żeby móc w razie mocnego kryzysu zatrzymać się gdzieś na poboczu i „zaaplikować” odwracacz uwagi.

No i oczywiście fotelik. Choć na temat naszych fotelików (tak, nadszedł już czas na przesiadkę do większej wersji) przygotuję osobny wpis, to warto upewnić się, że mamy fotelik, który zapewnia dziecku komfort w czasie podróży. Bez tego nic nie pomoże…

Na miejscu też różnie bywa

Dodatkowo zawsze zabieramy ze sobą termometr (ząbkowanie in progress) oraz coś przeciwgorączkowego (z ibuprofenem oraz paracetamolem). Na szczęście nad morzem używać nie musieliśmy, ale niedawno Marcela wzięła 3-dniówka, akurat gdy byliśmy u rodziców, więc dobrze, że mieliśmy zestaw ze sobą.

No i oczywiście podstawa, czyli pampersy, których nigdy nie jest za dużo. Szczególnie teraz, w okresie letnim, a także w miejscach, w których dziecko może bawić się wodą. Warto wziąć spory zapas (ja liczę z górką – 12 pampersów na dzień) – w końcu to jeść nie woła.

łóżeczko turystyczne
Łóżeczko turystyczne się sprawdza, choć bobas nie zawsze chce w nim spędzić czas

A ze względu na to, że dużo się spaceruje, to bierzemy nasz wózek, a od niedawna także nosidło, które Marcel naprawdę lubi, a które polecam w mniej upalne dni. Dzięki temu, że zabieramy to ze sobą, to wiemy, że w razie niezadowolenia bobasa powodem nie jest coś związanego z wykorzystywanym „środkiem transportu”, a coś innego (zapewne nuda).

A dla siebie?

Powiem szczerze, że myślałem o tym, że w wolnych chwilach uda nam się pooglądać jakiś serial na Netflixie lub poczytać jakąś książkę. I o ile to drugie wypalało na plaży (Marcel uwielbia piasek), o tyle na koniec dnia, gdy bobas już zasnął, to nie myślałem za bardzo o niczym, jak tylko położyć się spać i zebrać siły na kolejny aktywny dzień 🙂 Więc tutaj warto zastanowić się, czy jest sens brać ze sobą dodatkowy „balast”, z którego możecie w ogóle nie skorzystać…

A jakie Wy macie „sposoby” na podróżowanie z bobasem?

Tech Tata
Tato z TechRodzinka.pl. Ogromny gadżeciarz i fan nowych technologii. Prywatnie mąż Martyny i tato Marcela. Absolwent Politechniki Wrocławskiej (inż Informatyki, mgr Zarządzania).